Podsumowanie roku

Rzadko bawię się w podsumowania roku. Właśnie dzieje się „rzadko”.
Rok ten był dla mnie przełomowy, intensywny, ciekawy, dobry i trudny zarazem.
Początek jego, to zapętlenie na sprawie rozwodowej, która wywoływała sporo emocji i we mnie i w Piotrze.
Emocje są nadal, ale opadają osadzając się kurzem na wspomnieniach.
Wyprowadził się Syn.
Pisałam o odczuciach matczynych w związku z tą sytuacją, więc powtarzać się nie będę.
Nie było, to dla mnie łatwe, ale okrzepłam i cieszę się, że chłopak sobie radzi, a we mnie niepokoje o owe „radzenie” osłabły, bo doświadczenie jego samodzielności, póki co należy do dobrych.
Młodsze dzieci również osiadły-przynajmniej, takie sprawiają wrażenie- w realiach będących konsekwencją rozwodu i wyprowadzki brata.
Był to rok intensywnej pracy zawodowej.
Nowe zadania, obowiązki, delegacje, rozjazdy, sporo godzin nadliczbowych przekładających się na zmęczenie.
Napięcia, przepięcia, bóle mięśni, stawów i starczowzroczność.
Skutki uboczne pracy zawodowej.
W tym roku okoliczności na tyle sprzyjały, że udało mi się zwiedzić trochę Europy.
Zawsze marzyłam o podróżowaniu. Zbiegiem zdarzeń miałam okazję pobyć trochę w Hiszpanii, Grecji, Słowenii i Szkocji.
Bardzo cieszę się z tych wyjazdów i chwil zgromadzonych w pamięci z nich.
Pewnie nie uda mi się długo powtórzyć takiego wyczynu…chociaż?
Moja przyjaciółka mówi: ” jeśli nasze myśli są energią, a to, co w życiu nam się zdarza jest odpowiedzią na nasze myśli, to nie ma przypadku w tym, co się dzieje”.
Może powinnam śmielej marzyć, więcej chcieć, doprecyzowywać swoje chcenie, iść w kierunku realizacji, a nie czekać, aż się samo spełni?
Może, nie może, a własnie TAK!
Co jeszcze w tym roku?
Trochę schudłam, trochę przytyłam.
Podjęłam się kilku diet, które zaniechałam w tempie proporcjonalnym do ich podjęcia.
Wypociłam na treningach litry potu, by stratę wody uzupełnić piwem ;-).
Usłyszałam kilka zabawnych historii, jak i takich, które mną wstrząsnęły.
Poznałam nowych ludzi. Niektóre relacje zacieśniłam inne rozluźniłam.
Przyjaciele niezmiennie ci sami w moim otoczeniu, czynią dni lepszymi.
Płakałam nie raz z bezradności i barku sił. Śmiałam nie raz uświadamiając sobie powody do radości.
Przeczytałam kilka książek, obejrzałam kilka dobrych filmów.
Przeprowadziłam sporo rozmów, wsłuchiwała się z uwagą w wiele treści kierowanych do mnie.
Tempo życia mi wzrosło, ale świadomość siebie też zrobiła krok do przodu.
Mam poczucie, że ten rok przeżyłam, a nie tylko, że w nim żyłam.

Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, małżeństwo, rodzina, Sprawy ludzkie, szpiczak mnogi, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>