Andrzejki

Siedzę w pracy nad raportem i zamiast wosku leję łzy. A co tam, takie inne Andrzejki. Jestem zmęczona i nie wyrabiam. W pracy szczególnie, ale kogo to obchodzi. Mój szef ma podejście takie, że nie potrzebuje ludzi, którzy zamiast rozwiązywać problemy je generują, a każda niemoc, to nic innego jak generowanie problemu. Cóż więc dłubię, ślęczę, nie narzekam. Najwyżej z braku mocy przerobowej coś zawalę a wtedy Boss podejmie właściwe kroki i tyle. Niech się dzieje, co ma dziać.
Godzina późna, ja za biurkiem. Dziecko średnie chore mi jakieś, młodsze marudne, najstarsze pochłonięte swoimi sprawami, matka wypij ty herbatę, zamieszaj kubkiem i powróż sobie z fusów. No i co mam na dnie? Sralis-mazgalis czyli wypisz, wymaluj wizję przyszłości. Wróżbę na nią. Jak się, tak mocno postaram, z całych sił i zwizualizuję w tych fusach piękne rzeczy, jak wygraną w totka i zdrowie na ciele i umyśle do setki, to będę mieć tak?
W tych fusach g…o widzę, a raczej fusy widzę i ni huhu niczego więcej dojrzeć nie mogę. Lepiej odpuść Renata te wróżby. Oderwij się od biurka i jedź matko do dzieci, bo za chwilę będą na ciebie mówić „pani”.
W domu remont kuchni mniej-więcej zakończył się. No dobra raczej więcej, jak mniej. Nie powiem fachowca trafiłam dobrego. Szybki, dokładny i czysty oraz niedrogi. Polecać będę. Zlewozmywak, tak tu rozwiązania przyszły inne. Otóż okazuje się, że taniej jest zamówić nowy blat, niż kupować unikat w rozmiarze dziury w blacie. Dostałam wzorniki blatów, z 50 ich będzie i wybieram,a wybieram…normalnie już prawie wybrałam. Dzieci mi nie pomagają w tym, choć bardzo na nie liczyłam. Jedno zakomunikowało mi, że żaden wzór się jemu nie podoba, drugie pokłóciło się ze mną, ustalając żem daltonistka, o kolor ścian. Widzimy inaczej kolory więc tu dogadać się wcale nie możemy. Więc matko licz na siebie i może na fusy? Może one mi coś podsuną?
Ponad to żeby się trochę sama na siebie podkurzyć zakupiłam dywanik na podłogę kuchenną, chcąc zamienić ten już nadgryziony zębem czasu i kocimi zabawami na nim i co zrobiłam. No kupiłam, a jakże. Poświęciłam się normalnie i pochyliłam nad nim mierząc dokładnie długość, docinając i obszywając go w sklepie za dodatkową opłatą. Weszłam z nabytkiem do domu dumna z siebie i zadowolona. Rozwinęłam i…jessuniu, zmierzyłam na długość, a w szerz? Umknęło. Teraz mam niteczkę wykładzinki na środku i se stąpam po niej balansując niczym linoskoczek.
Eeee tam…zmęczona jestem. Przepracowana. Zagoniona. Nielogiczna. Stara. I nic lepiej chyba już ze mną nie będzie. Tak mi fusy mówią w Andrzejki ;-)

Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, małżeństwo, rodzina, Sprawy ludzkie, szpiczak mnogi, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Andrzejki

  1. ~oko pisze:

    ja z fusów nieodmiennie wróżę, że czas kubek umyć – nic więcej się nie wywróża…

  2. Niecodzienna pisze:

    Gdzie są Ci szefowie którzy rozumieją że człowiek przepracowany jest mniej wydajny że nic nie daje takie kopa jak docenienie włożonej pracy ? Nie teraz taki okres chorobowo-nostalgiczny na szczęście przejściowy. Remont.. zawsze dużo bałaganu i pracy ale później efekt zadowalający i duma. Oby gorsze dni szybko mineły. No i dużo odpoczynku bo to każdemu potrzebne do naładowania baterii

    • tuwemnie pisze:

      Dziękuję. Szef nie zrozumie, bo to raczej nie ten typ. Remont skończył się-na szczęście. A odpoczynek…wierzę, że nadejdą luźniejsze dni. Pozdrawiam

Odpowiedz na „tuwemnieAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>