Bled

Urokliwe miasto na Słowenii w otoczeniu zielonych gór cieszyło moje oko przez kilka dni. Lubię naturę, a jej różnorodność od zawsze mnie zachwyca. Miasteczko Bled liczące około 5,5 tyś mieszkańców leży nad jeziorem o tej samej nazwie. Jezioro jest ciekawym miejscem nie tylko dla wioślarzy ze względu na znajdujący się na nim tor wioślarski, ale i dla rzeszy turystów, których przyciąga źródlaną wodą termalną, ciepła, czystą o turkusowym kolorze.  Dodatkiem do tego piękna jest zielona wyspa mieszcząca się na jeziorze na której stoi stara świątynia słowiańska. Inna atrakcją jest spory zamek wznoszący się na skale 130 metrów nad poziomem jeziora z którego rozciąga się piękny widok na okolicę.
Miasto to w tym roku było miejscem zmagań osad wioślarskich mastersów. Z całego świata zjechało się około 6 tyś miłośników wioślarstwa z 860 klubów. Największa impreza wioślarska roku. Starty zaczynały się od 7:00 i trwały do 19:00 co 3 minuty każdy. Byłam pod dużym wrażeniem. Nie tylko lokalizacji, ale organizacji oraz atmosfery tam panującej. Tyle ludzi skupionych wokół wody, łodzi i wioseł. Językowa wieża Babel przeplatana uśmiechem i wzajemną życzliwością. Wszyscy połączeni pasją. Nasza ekipa z Polski to 51 zawodników, a  z samego Poznania 19. Silną stanowimy grupę już od kilku lat na tego typu imprezach. Emocje związane ze startami, radość, niedosyt, zmęczenie, koncentracja, motywacja-to wszystko dało ogrom pozytywnych wrażeń, które dopełniały okoliczne widoki. Medale zdobyte przez część naszej grupy były uwieńczeniem ich ciężkiej pracy. Potwierdzeniem formy.
W tym roku startowałam na 4 osadach. Dwa deble i dwie czwórki. Starty należały do udanych pomimo, że medalu nie wywalczyliśmy żadnego. Na regatach mastersów jest inny system medalowy, niż w imprezach seniorskich. Tutaj jest podział na kategorie wiekowe, a w danej kategorii wiekowej w każdym biegu medal dostaje tylko pierwsza wpływająca na metę osada. Więc rozdają same złota. Miejsca zajęte przez moje osady były po za strefą złotego medalu. Nie czuję tu niedosytu czy rozczarowania. Wręcz przeciwnie, miałam poprawić swój wynik czasowy i to zostało osiągnięte w stopniu znacznym, dając mi satysfakcję.
Regaty się skończyły. Po nich pozostały wspomnienia budzące uśmiech na twarzy. To naprawdę była znakomita impreza sportowa na wysokim poziomie. Fajna przygoda w grupie ludzi, których znam od lat i z którymi łączą mnie dobre wspomnienia, jak i zamiłowanie do wioślarstwa.
Wróciliśmy do obowiązków rodzinnych i zawodowych. Trenujemy dalej. Za rok Mistrzostwa Świata Masters są na Florydzie. Podejrzewam, że ze względu na to, że odbędą się na drugiej stronie kuli obsada w nich będzie mniej liczna. Nie wiem ilu zapaleńców od nas wyruszy w tamtą część świata, ale wiem, że będzie to kolejna wielka przygoda.
W domu spokojnie. Osiadamy w naszych nowych realiach. Mam na myśli szczególnie nieobecność Pierworodnego. Razem z młodszymi ogarniamy tą naszą rzeczywistość. Póki co bez napięć i oby tak dalej. Szkoła, praca, treningi. Jula skacze co raz wyżej. Michał kopie coraz mocniej, pomimo dokuczających jemu pięt. Ja już niewiele więcej z siebie wycisnę, ale się staram ;-).
Piotr ma się dobrze. Ostatnie wyniki badań laboratoryjnych, które widziałam były lepsze od moich. Nie widuję Go. Unika mnie. Nie rozmawiamy. Przyjeżdża do dzieci pod moją nieobecność. Widocznie coś tam się wewnątrz Niego wciąż narasta.

Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, małżeństwo, rodzina, Sprawy ludzkie, szpiczak mnogi, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>