Witaj szkoło,

takie najczęściej hasła widnieją na szkolnych banerach w przybytkach wiedzy. Zaczęła się uczniowska mordęga-narzekają moje dzieci, a ja im zwyczajnie zazdroszczę tego czasu, kiedy to świat moich problemów kręcił się wokół przygotowania do klasówki, doczytywania w pośpiechu lektur czy odrabiania zadań domowych. Doskonale pamiętam, że tak samo jak moi potomni narzekałam, na „złych” nauczycieli, na za krótkie wakacje i miałam tysiące wymówek na odkładanie „na potem” szkolnych obowiązków.
Dziś, 40-sto i więcej godzinny tydzień pracy oraz 26 dni urlopu na rok wydają się wersją okrutną dla dorosłego człowieka wolnego duchem ;-). Manna jednak z nieba nie leci i pracować trzeba. W związku z pracą nie udało się mi w tym roku po -asystować najmłodszemu w dniu inauguracji roku szkolnego, zresztą duży już jest i nie potrzebuje niani-mamy, która cmoknie go pod szkołą, zdejmie paproch ze spodni wyprasowanych na kant i przyliże dyskretnie niesforny kosmyk…brrr, to zresztą nie jest nawet skrywana wersja mnie.
Wieczorem wyprasowałam, co trzeba. Kazałam nastawić budzik, szczególnie nieprzytomnej córce, która dopiero co wczorajszym późnym wieczorem wróciła ze zgrupowania, a sama wczesnym rankiem ruszyłam 200 km na południe do klienta. Wróciłam. Ogarnęłam pracownicze obowiązki i będę się pakować na wyjazd do Bled. Na kilka dni zatopie się w świat sportu, który towarzyszył mi od najmłodszych lat. Marzyłam od dziecka o sportowej karierze. Liznęłam zaledwie sport wyczynowy. Teraz bawię się. Nie dla wyniku, ale dla satysfakcji, dla tej adrenaliny towarzyszącej startom i rywalizacji.
Zostawiam dzieci pod opieką ojca, który ostatnio mocno mi się naraził. Prawdopodobnie pod wpływem emocji wywołanych moim „nie” na wspólne zamieszkanie, dał upust swojej wrażliwości i przysłał mi kilka smsów „poruszających treści”. Skłamałbym pisząc, że mnie obeszły, bo uderzały we mnie jako w matkę, napisze tylko, że wywołały poczułam przerażenie i smutek wobec tego, co się dzieje w Piotra głowie, jakimi myślami siebie karmi. Nie zareagowałam. Po kilku dniach przysłał przeprosiny. Zawsze to samo: ubliżanie i przepraszanie. Zadowolenie z siebie, że potrafię przeprosić. Może warto zrobić kolejny krok-zachowywać się tak, aby nie było za co przepraszać.
Proszę o trzymanie kciuków za powodzenie w regatach :-).

Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, małżeństwo, rodzina, Sprawy ludzkie, szpiczak mnogi, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Witaj szkoło,

  1. Blue Daenerys pisze:

    Witam,
    Oj dzisiejsza szkoła różni się od tej rodzicielskiej szkoły, oj różni. Problemy niby te same, ale dzieci muszą się zmagać jeszcze z dziwnym systemem, który to nie przygotowuje do życia, a tylko miesza młodym ludziom w głowach. Mam nadzieję, że kiedy Twoje dziecko będzie już w lo system się ustabilizuje i „wypuści” w świat ludzi o nim coś wiedzących a nie tylko potrafiących zaznaczać krzyżyki czy kółeczka…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>