Koniec wakacji

Krótki urlop w słonecznej Grecji dał upragniony wypoczynek. Nie sądziłam, że tak bardzo potrzebowałam nicnierobienia.
Ostatnie dni sierpnia mamy, a dzieci szykują się już do szkoły. Julianna jeszcze tylko żyje obozem sportowym na który wyjeżdża w niedzielę.
Michał na obóz piłkarski nie pojechał. Z przyczyn od niego niezależnych. Klub zarezerwował mniej miejsc, niż zawodników i przeprowadzili losową selekcję.
Dla niego to był cios, ale ostatecznie pogodził się z zaistniałym faktem.
Uważam, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, ponieważ Michał od dłuższego czasu uskarża się na ból pięt. Byliśmy u ortopedy i okazało się, że ma piętę Haglunda-taa fajnie brzmi, ale to nic innego, jak jałowa martwica guza piętowego.
Pozbawienie Michała możliwości gry w piłkę nożną, to rzecz dla niego niewyobrażalna. On tym żyje. Musi jednak się oszczędzać, a odciążenie pięt jest czynnikiem sprzyjającym leczeniu, które i tak wymaga sporo czasu. Drobna przerwa w treningach dobrze mu zrobi. Zobaczymy jakie efekty przyniosą wkładki, masaże i wirówki zalecone przez ortopedę.
Pierworodnego prawie nie widuję. On jest zapracowany, ja w rozjazdach pomiędzy pracą a treningami.
Krótkie rozmowy telefoniczne, aby uspokoić sumienie matki, że u niego wszystko w porządku muszą mi wystarczyć.
Powoli oswajam się z jego samodzielnością.
Tęsknie za nim. Zwyczajnie tęsknię.
W domu bez jego drylu wobec młodszego rodzeństwa nadszedł czas rozpusty.
Radek przypilnowywał dzieci, aby zrobiły „coś dla domu”, jak to zwykliśmy mówić, a teraz pod moją nieobecność nie ma kto, bo tata, jak u dzieci jest, to raczej je wyręcza, niż mobilizuje do wypełnienia jakichkolwiek okołodomowych obowiązków.
Zresztą tata ma swoje nowe wizje.
Skoro syn się wyprowadził, to były mąż wymyślił, że może on się wprowadzi i co ja na to?
Roztoczył przede mną perspektywę remontu domu. Coś o co prosiłam przez lata i nie wyprosiłam, teraz miałabym ot, tak!
Niestety nie przystałam na propozycję i znowu jestem tą złą na której się poznał, jaka to ja jestem naprawdę i nie dbam o dobro ogółu.
Ech…inaczej pojmujemy tzw. dobro ogółu, a to jaka jestem naprawdę, to już tyle razy słyszałam z ust Piotra, że nie jest wstanie mnie już niczym zaskoczyć.
Życie to ciągła zmiana, a my musimy mieć w sobie bezustanną gotowość do zmian.

Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, małżeństwo, rodzina, Sprawy ludzkie, szpiczak mnogi, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>