Czerwiec

Kilka dni ciepłych, którymi częstuje ostatnio czerwiec spędzam w pracy. Tak bardzo tęskniłam za słońcem, a teraz zerkam na rozświetlony nim krajobraz za oknem biurowca.  Praca, praca i praca. Już sama straciłam granicę, czy to nadmiar obowiązków zawodowych, czy może popadłam w pracoholizm. Wciąż coś zalega, na mnie czeka. Nieodhaczone zadania na wczoraj. Gonitwa. Po raz pierwszy w życiu doświadczam tak zawrotnego tempa, jakie fundują mi obowiązki zawodowe i rodzinne. Wpadam do domu, najczęściej zmęczona, zakupy po drodze, dziecko z treningu jedno lub drugie. Wpadam do domu, coś w nim ogarnę, chwilę dam dzieciom i noc już owija kark szalem snu i trudno nawet coś czytać, bo głowa sama opada na poduszkę. W weekendy mam co robić. Dom i ogród upominają się o siebie. Chwilami nie wiem za co pierwsze się zabrać, a powinnam chyba za dzieci. Rozlazły mi się jeszcze bardziej, bo i większe, bo i trudniejsze w kontakcie, bardziej samodzielne, a i pewnie wciąż trawiące sytuację rodziców, którzy się rozstali. Pochłania je internet. Zabieram im czasem telefony, bo dostaję szału, gdy widzę jak mi wsiąkają w cyberprzestrzeń.
Z Piotrem od sprawy rozwodowej prawie się nie widziałam. Gdzieś mi mignęła jego sylwetka, gdy wsiadał do samochodu, gdy ja podjeżdżałam pod dom. Nie zamieniliśmy zdania. Krótkie sms-y organizacyjne, dotyczące dzieci. Oboje prawdopodobnie żywimy do siebie urazę. Mogę pisać za siebie. Jest we mnie jej sporo, za jego negatywną postawę wobec mnie, wyparcie tego co dawałam, co włożyłam w ten związek i w naszą rodzinę. Za pozostawienie mnie z długami, za „kupowanie” dzieci i rozpuszczanie ich w ten sposób. Nie cenią tego, co mają, chcą więcej i więcej. Ja pracuję po 10 godzin, pod koniec miesiąca zaczynam już niepewnie spoglądać na konto i kiedy słyszę: „mamo, bo potrzebuję…” to odkładam na za miesiąc tłumacząc się przed nimi  lub kombinuję. Tata nie odmawia. Przecież powinnam się cieszyć, że tak jest. Przecież znam niejedną historię rozwiedzionych rodziców, gdzie ojcowie czy matki nie chcą łożyć na swoje dzieci albo ograniczają się do zasądzonych alimentów i nic ponad to. Jednak i taka sytuacja, jak nasza nie jest dobra. Mogę tylko pokładać nadzieję, że dzieciaki rozumieją, że miłość i bliskość to nie tylko spełnianie zachcianek i sprawianie przyjemności tym, co można kupić.
W ubiegłym tygodniu Micho miał mały wypadek na rowerze. Wpadł do domu z rozwalonym czołem. Wystraszony i zapłakany. Sprawdzian rodzeństwa zdany pozytywnie. Radzio trochę moralizował, jak to on, ale Jula bez chwili wahania wsiadła do samochodu i jechała z nami na chirurgię. W aucie go zagadywała i rozbawiała. Zerkałam na nich we wstecznym lusterku i było mi ciepło na serduchu. Chciałabym, bardzo chciałabym, aby byli sobie bliscy. Cała trójka. Aby mogli na siebie liczyć w każdej sytuacji.
Zdrowie Piotra na chwilę obecną nie budzi niepokoju. Po autoprzeszczepie jego stan się ustabilizował. Prowadzi normalne życie. Przyjeżdża do dzieciaków, to gdzieś z nimi jedzie. Na weekendy wyjeżdża ze znajomymi. Organizuje sobie czas. Ma go sporo, nie pracuje i nie ma innych obowiązków. Nic nie musi, wszystko może. Do siebie dzieci nie zabiera, bo tak chyba zwyczajnie prościej i wygodniej. Ostatnio ku mojemu zaskoczeniu zastałam brata Piotra u siebie w domu, który przecież odciął się zupełnie ode mnie, takie jego prawo. Panowie mnie się nie spodziewali raczej, ale nawet nie okazali zmieszania, choć niezręczna to była sytuacja.  Ja przecież w ich domach bez ich wiedzy nie przebywam. Żaden nie próbował wytłumaczyć tego, po prostu jakby musiało być. Może pod moją nieobecność toczy się w moim rodzinnym domu normalne życie towarzysko-rodzinne byłego męża, a ja o tym zwyczajnie nic nie wiem?
Życie się toczy i rządzi swoimi prawami. Życie to proces, zmienna i jak mówi moja przyjaciółka, dojrzałość m.in polega na akceptowaniu zmian zachodzących w naszym życiu. Zmian, które są konsekwencja naszych decyzji, ale i tych zmian na które wpływu nie mamy, które są trudne, są pojmowane w kategoriach bólu i straty, ale niewiele możemy zrobić po za przyjęciem tego, co się dzieje, co jest.
Z trudem zamykam kartę historii mojego małżeństwa. Pomimo, że to ja wystąpiłam z wnioskiem do sądu, to nie była to łatwa decyzja i dla mnie. Czułam takie zużycie materiału, że nie widziałam innego rozwiązania. Chciałam szacunku i spokoju. Szacunek…nonsens, prawda? Przecież nie dostanie się go stamtąd gdzie go nie było. Szacunek, kiedy dla kogoś jest formą nagrody za zasługi, a nie tym co leży u podstaw każdej relacji międzyludzkiej, staje się niepewną odroczoną gratyfikacją, którą dostajesz na chwilę, aby mieć co tobie odebrać. Mam spokój. Powoli uczę się żyć w spokoju, bez wysyłanego podprogowo komunikatu: „nie akceptuję ciebie”. Mam nadzieję, że spokój osiądzie na stałe we mnie, a ja sama wybaczę sobie ogrom popełnionych błędów. Popatrzę może za chwilę odważniej w przyszłość. Pełniej przeżyję dziś, a oglądając się za siebie, nie będę pełna żalu i niepewności kryjącej się pod pytaniem: „czy na pewno zrobiłaś wszystko, co mogłaś?”

Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, małżeństwo, rodzina, Sprawy ludzkie, szpiczak mnogi, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Czerwiec

  1. ~Mark pisze:

    Najbardziej podobają mi się Twoje słowa: „Powoli uczę się żyć w spokoju”, wiesz powinienem brać z Ciebie przykład :) Mam nadzieję, że uda Ci się poukładać wszytko tak jak byś chciała :) Pozdrawiam Mark, z innej witryny blogowej – wuklanemocji.blogspot.com

  2. Milka pisze:

    Czytając Twój wpis, czytam siebie. Jakby wpis był o mnie. Dobrze wiedzieć, że nie jest się samemu. Szkoda jednak, że takie historie w ogóle mają miejsce, chociaż dobre i to, że zazwyczaj obrót zdarzeń tego typu jest świetnym nauczycielem.:)
    Pozdrawiam

    • tuwemnie pisze:

      Słuszne spostrzeżenie, że obrót zdarzeń tego typu bywa dobrym nauczycielem. Obym umiała jak najwięcej wynieść z lekcji życia. Jednak mam sporo wątpliwości co do tempa osobistej nauki. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>