Upał, jak na lato przystało.

Nie wiem, czy to nawyk społeczny powstał, aby wciąż podejmować temat pogody, czy gada się o niej, bo jest to temat bezpieczny, czy też inny problem leży u podłoża, a mianowicie, jako naród narzekaczy uwielbiamy narzekać. A zawsze, każdy dzień stwarza nam dogodne warunki ku temu.
Najbardziej „lubię” te osobiste teorie na temat zmian pogodowych, że kiedyś…to było inaczej, że co się porobiło?, że coś się dzieje i takie doszukiwanie się złożonych problemów, tam gdzie i może złożoność jest, ale niekoniecznie problematyczna.
Ot, my się starzejemy, a zatem zmieniamy, nasza planeta się starzeje, a zatem zmienia, no i nasza Gwiazda-Słońce przechodzi różne swoje fazy. To ma największy wpływ, a człowiek tego procesu chyba ani nie przyspiesza, a już na pewno nie zatrzyma.
Tym bardziej nie ulegam tym wciągającym ;-) rozmowom. Lubię każdą porę roku z tym, co w tych porach stałe i z ich anomaliami. Lato lubię szczególnie, bo budzi we mnie ciepłe/upalne wręcz wspomnienia. Żeby nie było nie ma tu żadnego podtekstu. Lato, to wakacje, a dla mnie obozy sportowe, ot cały sekret mojego sentymentu. Treningi czy zawody nie są przekładane ze względu na pogodę, no chyba, że nawałnica przechodzi. Po prostu przyjmuje się warunki zewnętrzne z myślą, że wszyscy startujący mają, tak samo, jak ja i to ode mnie zależy, jak sobie z nimi poradzę, czy poddam się zniechęceniu wynikającemu z tego, że dla mnie są one nieodpowiednie.
To ode mnie zależy…co raz silniej/intensywniej/głębiej rozumiem znaczenie tych słów.
Internalizują się ze mną.
Ciekawe czy przychodzi to z wiekiem? z doświadczaniem? a może z zastanawianiem się nad tym? a może z potrzebą wpływu na siebie i swoje życie w tych płaszczyznach w których się wpływ ma?
Chcę mieć wpływ na siebie i żyć w zgodzie ze sobą.
Chcę żyć swoim życiem i innym dawać prawo do tego samego.
Nie chcę siebie do niczego zmuszać, ani kogoś zmuszać do czegoś.
Nie chcę nikogo krzywdzić, nie chcę być też krzywdzona.
Poranek.
Cisza.
Słońce już mocno przygrzewa.
Zapowiada się gorący dzień.
Po tygodniu intensywnej pracy, ten weekend to dla mnie zbawienie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, małżeństwo, rodzina, Sprawy ludzkie, szpiczak mnogi, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>