Nowy Rok i co?

I nic.
Noc minęła z petardami, nie które nawet przez okno nie wyjrzałam.
Julianka chwilę po północy eksplodowała kolorowym wulkanem torsji. Zatrucie? Jelitówka? Matuluuu, działo się. Przepychanie umywalek, szorowanie jej okolic. Nawet nie chcę zastanawiać się, jaką to niesie wróżbę na nowy rok.
02.01 Piotra zawiozłam do szpitala. Nie czuł się najlepiej i nie czuje. Nie ma ochoty rozmawiać. Pobrali Jemu krew, zbierają dane z jego organizmu, a po niedzieli będą myśleć, co z tym dalej.
Póki co nic nie wiemy.
Siostra mnie nęka o przyjazd, przyjaciółka również,siostrzenica też, jednak nie miałam sił psychicznych na wojaże. Wczoraj uległam namowom siostry i siedzę przed komputerem w Olsztynie. Impuls.
Od rana wyjazd stał pod znakiem zapytania, bo Julianki zatrucio-jelitówka przeszła na mnie i Radka. Zajechałam do Olsztyna i owszem, ale wszystko mnie boli, stan podgorączkowy i turbulencje jelitowe. Nie mogę nic przełknąć, co jest nie małym wyczynem przy kuchni mojej Siory.
Aspiryna poszła w ruch. Niestety bez skutecznie na razie.
Jak jutro mi nie przejdzie, to wykiełkuje tutaj na głowie siostry i szwagra z którymi nie mam nawet siły, jak człowiek porozmawiać.
Witaj zatem 2015 roku.
Świetnie się zapowiedziałeś.
Dzielę się wykonaniem Modlitwy, poleconym przez szwagra

Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, małżeństwo, rodzina, Sprawy ludzkie, szpiczak mnogi, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>