Witaj nieznajomy, pytanie do ciebie mam,

czy zdążę jeszcze wrócić, drogi dawno już zasypał czas…za oknem cisza, najcichsza jaką znam…Patrzę na ciebie i myślę: Czy to ja za kilka lat? Lecę w dół przez błędy wszystkich lat. Widzę wyraźnie pełne rozczarowań twarze. A w oczach ból i gniew uśpionych zdarzeń…tak sobie zaczęłam ten wpis słowami piosenki, którą bardzo lubię Dawida Podsiadło.
Dziś mam cholernie refleksyjny dzień. Koniec roku? Nieee…aż tak rzadko nie mierzę się z autorefleksją ;-). Łatwo myśleć o innych, ich analizować, skupiać się nad ich życiem, zachowaniem, postępowaniem, a nawet kimś regulować swoje emocje. Jakie to proste. Mąż mnie wkurzył, więc mam prawo do złości, dzieci wszczęły burę, ech normalnie ponosi mnie i wylewam na nie uzasadnione napięcie. Przyjaciółka zawodzi, hah będzie mnie potrzebować. Ekspedientka była nie miła, no to ją nauczę kultury. Pani w szkole nakrzyczała na moje dziecko, jak ona śmiała. Przykładów mogłabym mnożyć bez pamięci. Mechanizm jest prosty Ja->bodziec-> i moja reakcja (uzasadniona). A gdyby tak pomiędzy bodźcem a reakcją wstawić, to co dał nam Bóg i to wcale nie w kaprysie, tylko pewnie z dużą dozą rozsądku czyli WOLNĄ WOLĘ??? Przyznam, że za głęboko nie wchodziłam nigdy w pojęcie „wolnej woli”, jak w wiele zwrotów, którymi posiłkuje się Pismo Święte i ujmowanie w nim Boga. Za głupia jestem, aby pojąć pewne treści i za słabej wiary, aby przyjąć je tak a priori. Jednak wierzę w Chrystusa (Trójca mnie trochę przerasta), wierzę, że człowiek tu jest nie przez przypadek, a za przyzwoleniem Siły Wyższej i ma jego obecność swój sens i cel. Wiem, że tu może się rodzić wiele wątpliwości. Mnie one tez nie omijają, jak szczególnie poruszające tragedie dotyczące dzieci, czy niewinnych ludzi ginących masowo przez wojny, głód, pandemie i inne.
Jednak do czego zmierzam?, ano do tego, że pojmowałam wolną wolę w aspekcie decydowania o sobie w kategoriach, takich OOOogólnych. Podejmuję sama decyzję czy idę do zakonu, czy jestem singlem, czy zakładam rodzinę, czy decyduję się na dzieci, czy nie. Albo już czysto religijnie czy przestrzegam chociażby dekalogu, tudzież innych przykazań kościelnych.
Jednak miałam ostatnio dziwne doświadczenie. Drzemałam na łóżku, a z zewnątrz docierały do mnie głosy rodziny, po prostu drzemka…ostatnio mocno się nakręcam na swój nałóg palenia. Straciłam nad tym kontrolę i muszę palić, nie mogąc zaprzestać. Wkurza mnie to niemiłosiernie i w tym półśnie doświadczam przemiłego uczucia/emocji decydowania o sobie. Samostanowienia – nie palę, przyjmuje zdrowy styl życia, jestem uśmiechnięta, zadowolona na przekór wszystkiemu, uśmiecham się-mniej więcej, to było coś takiego. Nie dotyczyło to kim będę w szerszym formacie, ale jaka będę tu, teraz, jakimi emocjami będę karmić siebie i moje otoczenie. Mało tego niby proste, jak drut, ale pojawiło się w tym tak miłe uczucie radości, że nie mogę o nim zapomnieć. Oczywiście szybko się wybudziłam, pozostało tylko wspomnienie tego drzemkowego zjawiska, papierosów nie rzuciłam wrrr, jednak od niespełna tygodnia wielokrotnie do mnie wspomnienie tego snu wraca i nie daje spokoju. Wręcz zrodziło się we mnie marzenie, aby ten sen stał się moją rzeczywistością. Radość z posiadania „wolnej woli” i samostanowienia o swoich emocjach. Czyli filtr pomiędzy bodźcem, a reakcją w postaci mojej decyzyjności o reakcji emocjonalnej. Niekoniecznie sięganie po tą wyuczoną, którą mamy tuż pod ręką, ale po taką z którą będzie mnie dobrze i otoczeniu. Łatwo się mi pisze, lecz trudno przekładam to na praktykę, ale skoro sama niejednokrotnie czuję się ze sobą źle, bo nie lubię siebie za pewne zachowania, to lepiej spróbować zmienić to, niż uzasadnić słowami:” taka już jestem”. No właśnie, skoro mam wolną wolę, to decyduje o tym, jaka jestem w każdym momencie dnia.
„Lecę w dół przez błędy wszystkich lat. Widzę wyraźnie pełne rozczarowań twarze. A w oczach ból i gniew uśpionych zdarzeń.”
Błędów popełniamy w życiu bez liku, nie wiem czy człowiek jest wstanie osiągnąć w swoim życiu „bezbłędny etap”, a rozczarowane twarze, to twarze tych, co mieli wobec nas konkretne oczekiwania. Im mniej od kogoś oczekuję, tym większe prawdopodobieństwo, że się nie rozczaruję (dotyczy to też Boga, czy życia). Oczekiwać warto jednak od siebie samego. Czego? Czucia się dobrze samemu ze sobą, wtedy chyba człowiek nie doświadcza samotności. Tak sobie myślę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, małżeństwo, rodzina, Sprawy ludzkie, szpiczak mnogi, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>