Październik od kilku dni ujmuje piękną pogodą.

Temperatura powyżej 20 stop Celsjusza, noce całkiem przyjemne.
Tego lata ogrom czasu nocnego spędziłam z głową zadartą na niebo. Wchłaniał mnie widok gwiazd na atramentowym firmamencie.
Widziałam niedawno fragment jakiegoś dokumentu francuskiego, gdzie wypowiadał się astronauta mówiąc, o majestacie ziemi oglądanej z orbity, oraz astrofizyk poruszający kwestie innych układów słonecznych, gdzie może występować życie podobne do naszego. Obracał on też wyliczeniami związanym z długością istnienia naszego kosmosu, wspominał o teorii jego upadku, tłumacząc, to tym, że słońca w końcu wypalą zasoby wodoru i zgasną, rozpadną się. Życie w układach słonecznych bez światła zniknie i nie będzie nic, i z bez materii powstanie materia. Szokująca perspektywa, baaaardzo odległaaaa, więc nią się przejmować nie będę, ale właśnie tego typu abstrakcje krążą mi po głowie nocą, gdy patrzę w gwiazdy.

Piotr póki, co czuje się całkiem poprawnie, nie leci już tak mocno w dół, zobaczymy czy weekend, nie wybije go z dobrego rytmu.
Hemoglobina utrzymuje się powyżej 10. Nastroje Piotra średnie w Ludwikowie, co mnie przestało dziwić i już go nie napominam, aby odpuścił nakręcanie się na to miejsce. Rozumiem już, co Piotra wyczerpuje w tamtym miejscu-przekrój ludzi. Większość pacjentów tej placówki, to osoby uzależnione od alkoholu. Zniszczone przez niego, wycieńczone ciągłym piciem, brakami żywieniowymi podłapały gruźlicę. Choroba zmusiła do szpitalnej izolacji, ale nie abstynencji. Towarzystwo dalej popija na wszelkie możliwe sposoby. W koszach parkowych mnoży się od puszek i butelek po alkoholu. Ech…szkoda słów na takie postępowanie.

Mama i dzieci przetaczają się w rytmie dobowym. Julianka kilka dni leczyła się z przeziębienia i wyleczyła się, a przeziębienie padło na mnie. Jestem do d#py jednym słowem i nie mam sił na nic. Chcę tylko do łóżka, wyleżeć to obezwładniające mnie dziadostwo, wykaszleć, wysmarkać i wypocić.
Tylko kiedy? I jak?
Nie lubię źle się czuć fizycznie, bo jestem wtedy taka czułostkowa. Rozżalam się nad sobą, popłakuje i mam doła; czuje się jak dziecko w chorobie pozostawione bez opieki, bo kurdesz tak najczęściej było, kiedy byłam mała. Zostawałam sama w domu i nikt mną się nie zajmował, wszyscy byli w pracy. No i tak jakoś ten deficyt z kiedyś czka mi się za każdym razem, jak coś mnie rozkłada. Ale to nic, wyjdę dziś wcześniej z pracy, łyknę aspirynkę i położę się chociaż na godzinę. Koniec i kropka.

i do posłuchania:

Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, małżeństwo, rodzina, Sprawy ludzkie, szpiczak mnogi, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Październik od kilku dni ujmuje piękną pogodą.

  1. ~Natalia pisze:

    Bardzo ciekawy blog i artykuł, wracaj szybko do zdrowia. Trzymam kciuki i pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>