Upłynął kolejny tydzień,

Piotra pobytu w szpitalu w Ludwikowie.
Dni mijały w napięciu. Praca, szkoła, ogrodowe porządki, domowe obowiązki. Michała treningi, Julianny przeziębienie, Radosława studia. Gonitwa.
W czwartek wzięłam wolne i zwerbowałam moją ferajnę na pobranie krwi, czyli test quantiferon. Ilość ludzi czekających pod laboratorium szpitalnym w Poznaniu na ul. Szamarzewskiego, powaliła mnie na kolana. POLECAM WSZYSTKIM TAM WYKONUJACYM BADANIA< DOJECHAĆ NA GODZ. 10:00- wtedy robi luźniej pod drzwiami laboratorium. Czekamy teraz na wyniki, które będą przesłane (podobno) do dr kierującego. W naszym przypadku to dr Halicki z Ludwikowa. Badanie to, ma nam powiedzieć czy mieliśmy kontakt z prątkiem gruźlicy, czy też nie-powie, tylko tyle! Nie będziemy wiedzieć, czy jesteśmy chorzy na gruźlicę czy nie, bo może być to np. rodzaj gruźlicy bezobjawowej i w związku z tym musimy jeszcze iść na prześwietlenie płuc.
Tak więc badań naszych ciąg dalszy.
W czwartek po wyprawie związanej z pobraniem krwi pojechaliśmy z dostawą żywieniową do Taty, bo Piotr nabrał sił i miał całą listę zaopatrzeniową do realizacji. Zrealizowaliśmy. Ufff…
Oczywiście dzieci nie weszły na teren szpitala, tylko z daleka Tacie pomachały, kiedy stał na alejce parkowej.
Ja towar doniosłam, chwilę porozmawialiśmy o Piotra samopoczuciu, które wyglądało na lepsze. Silniejszy głos, więcej optymizmu. Lepsza kondycja psychiczna. I całe szczęście.

Nasz Doktorek z hematologii, pomimo moich prób skontaktowania się z nim, nie odpowiada. Albo mu umknęło, albo przedwcześnie chwaliłam Jego za bycie „ludzkim” w swym zawodzie.
Chciałam wiedzieć, co i jak wg Niego może przebiegać, jak On widzi przerwę w leczeniu szpiczaka, ale skoro telefon milczy, to dzidzio wiem.

W weekned Micho miał turniej, Julinka się rozchorowała, Radek gonił po meczach. W niedzielę marzyłam tylko o tym, aby się położyć z książką.
Udało się mi to dopiero pod wieczór, kiedy już sama poczułam, że coś mnie w kościach łamie i po prostu podirytowana ległam na łóżko i usnęłam. Krzątanina kolacyjno-kąpielowa dopiero zmusiła mnie do zwleczenia się z niego.
Piotr znowu osłabiony, zmęczony i senny. Myślałam, że złapał już stabilność w swojej formie psychiczno-fizycznej.
Wygląda na to, że źle sobie myślałam :-(.

Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, małżeństwo, rodzina, Sprawy ludzkie, szpiczak mnogi, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Upłynął kolejny tydzień,

  1. ~gola pisze:

    witam wiem że ciężko jak ktoś z domu choruje i czeka się na wyniki i nie wiesz czy będzie dobrze czy źle ale trzeba być zawsze dobrej myśli bo myśli doprowadzą do wariacji,ja też przechodziłam moją chorobę,było ciężko ale miałam koło siebie męża,córki i kochanego wnuka ,pozdrawiam Cię gorąco o głowa do góry.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>