Rodzinnie

Jak wspomniałam miało się dziać i się działo. Siostra z szwagrem dobili i wczoraj grillowaliśmy. Mięsko, sałatki, beczuszka piwa były tym, czym raczyliśmy się w promieniach popołudniowego słońca na naszym ogrodzie. Miał dojechać brat, jednak zawiódł i nie dotarł wczoraj, co w jakimś stopniu nadrobił w dniu dzisiejszym wpadając na kawę w trakcie pracy. Trudno. Ominęło go kilka atrakcji dnia wczorajszego. Wpadła za to na chwilę przyjaciółka z kumpelą i czas nam pomimo choroby Piotra upłynął przyjaźnie i sympatycznie a sam Piotr chwilami zdejmował marsa z twarzy i się uśmiechał.

Dziś od rana dzień zaskoczył chłodem. Wczorajsze 22 stopnie zamieniły się na 8 stop., deszcz oraz zimny wiatr. Brrrr. Po ósmej wyjechaliśmy z domu z mężem, obierając kierunek: szpital. Trzecia seria chemii. Okazało się, że Piotr ma zostać na parę dni a nie godzin, więc wróciłam się do domu po „szpitalne wyposażenie”.

Siostra zdążyła już zrobić obiad. Ona pod tym względem jest genialna. Staje w kuchni przy kuchence i potrawy jej się mnożą. Pierworodny wniebowzięty, bo jego to lepiej ubierać, jak żywić. Chłopak ma czeluść bez dna zamiast żołądka. Później wpadła bratowa, której lata nie widziałam. Posiedziała, powspominała stare czasy, pośmialiśmy się i pojechała. Jakby zebrać moje bratowe i szwagra oraz ich wspomnienia, można by było  odświeżyć kilka familijnych historyjek.

Rozmawiałam z Doktorkiem Piotra i powiedział, że wyniki mają się dobrze. Spadła trochę hemoglobina; podejrzewa, że na wskutek radioterapii. Nie mamy jeszcze wypisu z tego naświetlania, Pni doktor Fundowicz. Pani doktor wspominała, że prześle nam wypis pocztą do domu. Doktorek wspomniał, że wysłał krew na badanie w kierunku białka szpiczakowego i po tym wyniku lekarz powie, co robimy dalej. Hm…jestem ciekawa, co będziemy robić dalej, ponieważ była planowana chemia jeszcze. Czyżby Doktorek miał nowe pomysły??  Odpowiedź organizmu na leczenie wydaje się być dobra, więc wiele przemawia za tym, że wszystko zmierza w pożądanym kierunku. Tylko się cieszyć! – mówię do Piotra a On, hm…że głodny, bo go na obiad nie wpisali i jadł tylko śniadanie w domu i dwie kanapeczki na kolację. Nie dbam o męża. A jak, ja nie zadbam, no to kto? No sam o siebie nie potrafi. Chyba. Już. ;-)

Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, małżeństwo, rodzina, Sprawy ludzkie, szpiczak mnogi, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>