W domu jednak nie wszystko jest takie,

jakim powinno. A bo za zimno i wody ciepłej nie ma. Trzeba napalić, biegnę do piwnicy. A może bym jednak zjadł obiad, a może bym się napił, a przeczytaj jakie leki muszę wziąć, a podaj mi je, a czy już jest ciepła woda? A kto tak kosz ubrudził? A gdzie moja piżama? A trzeba jechać do apteki, bo nie wszystkie leki mam a poproś sąsiadkę, bo ona umie dawać zastrzyki a raz na dobę muszę mieć zastrzyk a skocz do znajomej, bo muszę się ostrzyc, poproś aby wpadła a musisz mi wyprać kurtkę a…aaaaaaaaaaa!!!!…zamykam oczy i uciekam w głąb siebie. Pomiędzy dyspozycjami Piotra, dzieci i ich potrzeby.

Mamy w domu piętro, strome schody bez bariery, dobre dla sprawnej i skoordynowanej osoby. Proponuję mężowi, aby spał w pokoju gościnnym na dole, żeby nie narażać go na niedogodności. Jednak mąż stwierdza, że spać będzie u góry w sypialni. Misiek-najmłodszy syn, przychodzi nocą i się kładzie pomiędzy nas, czy wtula we mnie, jak nie było taty. Wczoraj tłumaczyłam jemu, że nie ma już takiej możliwości, bo kopnie/uderzy tatę i sprawi niechcący ból. Jak się obudzi ma mnie zawołać, to przyjdę do niego i przytulę. Zapamiętał, wołał już przed 2:00, usnęliśmy na jego małym łóżku oboje, boli mnie cały bok, który spoczywał tam, gdzie już materaca dla mnie nie starczyło. Przyjechałam szybciej do pracy, aby i szybciej wyjść i spotkać się z pielęgniarką, która mam mi pokazać, jak robić zastrzyki podskórne. Według opisu Piotra, muszę mieć zamrożoną kiełbasę i…nie wiem co jeszcze ;), ale sama z obserwacji nie pamiętam abym widziała pielęgniarki latające po oddziałach z zamrożoną kiełbasą celem wykonania iniekcji.

Piotrek z natury jest człowiekiem zamkniętym w sobie, nie co zawieszony, oddalony i marzycielski, jednak marzenia ma różne i czasem niedoprecyzowane. Jest typem człowieka, który woli dawać zadania niż je podejmować.  Lojalny wobec przyjaciół, którzy go za tą lojalność cenią. Ma poczucie humoru, które lubię, jednak musi mieć dzień na żarty. Częściej jest napięty i niezadowolony. Typ malkontenta, ponad to w pewnych kwestiach nieznośnie pedantyczny. Nie lubi zmian, trudno się przystosowuje. W sytuacji choroby, która go dopadła pewne cechy jego charakteru nie pomagają jemu, tylko przeszkadzają w przystosowaniu się. Wiem, że trudno tutaj wymagać od niedawno zdrowego człowieka, aby zaakceptował tak ciężką chorobę i pogodnie podchodził do codzienności ale na Boga, nie zmienimy już diagnozy ani nie zabierzemy ogromu dolegliwości z którymi mąż się mierzy, możemy tylko każdy kolejny dzień spędzić, jak najlepiej.

Czy się uda? Czy ja sama ma w sobie tyle cierpliwości?

no to sobie ponucę przed zastrzykami z kiełbasą ;):

Ten wpis został opublikowany w kategorii codzienność, małżeństwo, rodzina, Sprawy ludzkie, szpiczak mnogi, życie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>